Bransoletki z muliny to fajna i prosta sprawa a za razem zabawa.
Początki jak we wszystkim są trudne chociaż z czasem wszystko zaczyna nabierać barw i staje się kolorowe.
Bransoletki nauczyła mnie robić wspaniała "Becia".
Kiedy pierwszy raz pokazywała mi jak się przeplata, traciłam ochotę i od razu poddawałam się.

Przychodziłam do domu, siadałam spokojnie i zabierałam się do roboty.
Nie wychodziło mi.....
Siedziałam i próbowałam dopóki mi się nie uda!!!
To był moment. Zdenerwowana chciałam wyrzucić wszystkie nici muliny, i nagle.. Udało się:)
Siedziałam zapatrzona w tego "GUZA" z nitki i próbowałam powtórzyć poprzedni ruch.
Do tej pory robię bransoletki i wciąż na nowo popełniam te same błędy w przeplataniu.
Wiem jednak że nigdy nie wolno poddawać się jeżeli coś się zacznie. Głupi przykład lecz prawdziwy!!! :*


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz